Witamy na forum, na którym można odbyć wizytę Online, za darmo! 
Zarejestrowany: 6 lat temu
Posty: 0 fatale22
17 sty 2012 - 02:31:45
Witam,
Mam obecnie 23 lata, a na boleriozę zachorowałam mając 7 lat. Przez około pół roku lekarze mnie nie leczyli, bo nie mogli się doszukać co mi jest. Miałam objawy bardziej typowe dla guza mózgu (potworne bóle, zez, gorączka itp.) Dopiero później stwierdzono boleriozę i zaczęto leczenie.
Tamten kleszcz, przez którego zachorowałam ukąsił mnie znacznie ponad miesiąc, dwa przed wystąpieniem pierwszych objawów. Po leczeniu stwierdzono, że już jest ok, że raczej powinnam być na to już odporna, ale że skutki tej choroby mogą wystąpić nawet w dalekiej przyszłości.
Od tamtej pory w zasadzie regularnie mnie coś gryzło (nie wiem, chyba mnie lubią smiling smiley ), ostatnie ugryzienie kleszcza miałam kilka lat temu, nie mogłam go sama usunąć, więc zrobił to lekarz i przepisał mi antybiotyki, tak na wszelki wypadek, oraz zlecił badania krwi pod kątem boleriozy - wynik był zadowalający i nie świadczył o nawrocie choroby.
Przez ostatnie lata zawsze zauważałam kleszcza na sobie zanim jeszcze zdążył się wpić, więc na pewno już potem nic mnie nie ugryzło.
Moje pytanie jest takie: jakie skutki mogą wystąpić po tych latach? Pytam, bo chodzę po różnych lekarzach i ogólnie przez ostatni czas coraz gorzej się czuję.
Miałam diagnozę migren (ok. 12 roku życia), na które się leczyłam (miałam i w zasadzie nadal mam światłowstręt). Wtedy mi leki pomogły, bóle mam jednak do dziś, choć już się do nich przyzwyczaiłam, ale praktycznie non stop biorę leki przeciwbólowe.

Chodziłam też do ortopedy (w wieku 16 lat), bo nagle (bez upadku, niczego) nie mogłam ruszać kolanem, taki był ból. Bo zrobieniu rezonansu wyszły uszkodzenia więzadeł, chromolodacja rzepki, przesunięcia kości. Dotyczy obu kolan. Lekarz był zdziwiony takim stanem skoro nie miałam wypadku, ani nic. Po prostu ot tak nagle nie mogłam chodzić. Pomogła fizjoterapia, choć bóle nawracają. Operacji nie robili, bo stwierdzili, że póki mogę jako tako chodzić to nie muszę smiling smiley

Miałam problemy z sercem, kilka lat temu (w wieku 18 lat) w czasie snu straciłam oddech, serce mi kołatało, ciśnienie 150 i tak samo tętno. Wtedy lekarz pogotowia przepisał mi leki na poszerzenie naczyń i to pomogło, choć nadal miewam takie bezdechy i uczucia, że serce mi bije bardzo wolno i bardzo mocno, a potem gwałtownie przyspiesza do tych 150 uderzeń. Jednak wiem już jaką pozycję przybrać by ułatwić sobie dostęp tlenu. Chłopak mi mówił, że mam arytmię, bo wyczuł, niestety w czasie tamtego ataku moje serce, choć szybko biło już normalnie i EKG wyszło w normie. Potem się już nie badałam.

W tym samym czasie stwierdzono u mnie paciorkowce, nie pamiętam nazwy badań, ale miałam bardzo wysoki w stosunku do normy - miałam też stale zapalenia pęcherza, a zapalenie gardła mam regularnie co roku. Teraz mam te wyniki w normie. samo przeszło.

Badałam też węzły chłonne, bo mam ich bardzo dużo (lekarka stwierdziła, że to taki jakby grysik mi się zrobił), niektóre są trochę większe. Podstawowe badania nic nie wykazały, morfologię mam zawsze super, byłam z tym u chirurga, zrobił USG i stwierdził, że to bardziej efekt potężniejszej infekcji, którą kiedyś przeszłam. Miałam skierowanie do hematologa, ale jak mi chirurg powiedział, że jest ok, to zrezygnowałam.

Ogólnie to mam wiecznie stany podgorączkowe wieczorem, jestem osłabiona, nie mogę się skupić na zajęciach, ogólnie kompletny brak nastroju, drętwieją mi palce (czasem mam aż białe i bez czucia), mam strasznie rwące bóle w nogach - zwłaszcza w lewej, jakby kości, na tyle silne, że nie mogę chodzić, ból promienieje od środkowej części kości pod kolanem przez całą nogę, aż do biodra. Stawy mnie pobolewają co jakiś czas, po dłuższym siedzeniu muszę rozchodzić stawy, bo mam wszystko sztywne. Ciśnienie mam różne, czasem za niskie, czasem za wysokie. Do tego często pojawiają mi się afy.

Ostatnio będąc w pracy (praca siedząca) wstałam, dałam radę przekręcić się na krześle, dałam radę wstać, ale próbując zrobić krok przewróciłam się. Nie potknęłam - zwyczajnie straciłam władzę w lewej nodze, nie mogłam nawet podeprzeć się ręką, bo też jej nie czułam i uderzyłam w ścianę. Próbując wstać też upadłam, bo noga się pode mną uginała. Po chwili wszystko wróciło do normy, może oprócz tego guza, którego sobie nabiłam winking smiley Tego samego dnia zauważyłam słabsze krążenie, bo miałam bieluśkie palce i uczucie odrętwienia. Może to od siedzenia... nie wiem.

Czy to mogą być skutki boleriozy? Czy powinnam się tym przejmować, czy raczej nauczyć z tym żyć, choć to jest dość uciążliwe....

Nie jestem lekarzem, nie mogę mojej lekarce też powiedzieć na co ma mi zrobić badania, bo to ona powinna wiedzieć. Nie chcę też przy niej wyjść na jakąś histeryczkę chodząc z każdym objawem. Wyniki badań krwi zawsze mam dobre, tylko podstawy, OB itp. nigdy nic więcej nie dają i rozkładają ręce. Lekarz reumatolog nawet mnie nie badał tylko po wywiadzie, na którym zadał mi 3 pytania stwierdził, że to problem "inny" (to wtedy chodziło o te paciorkowce i moje kłopoty ze stawami).
Może powinnam przycisnąć lekarkę lub iść do kogoś innego i zrobić konkretniejsze badania?
Bardzo proszę o poradę, może ktoś postawi hipotezę diagnozy, bo chodzenie od lekarzy do lekarzy bez celu mi się nie uśmiecha...
Z góry dziękuję smiling smiley Odpowiedz Cytuj
Niestety nie masz uprawnień aby pisać/odpowiadać na tym forum.